Teatr Polski w Poznaniu
Myśli nowoczesnego Polaka. Roman Dmowski (nieautoryzowana biografia)
reżyseria: Grzegorz Laszuk, dramaturgia: Anna Wojnarowska, muzyka: Bartek Rączkowski i zespół aktorski, ruch sceniczny: Weronika Pelczyńska, Aleksandra Osowicz, wideo: Adrian Cognac, Magdalena Mosiewicz, reżyseria świateł: Karolina Gębska, kostiumy: Ewelina Ciuchta, inspicjent: Magdalena Matusewicz
premiera: 11 listopada 2016

 

Bartłomiej Kalinowski
Głupi, głupi, głupi…

 

Maciej Nowak, powierzając Grzegorzowi Laszukowi stworzenie spektaklu na podstawie Myśli Nowoczesnego Polaka Romana Dmowskiego, wywołał niemałe zamieszanie. Bo jak to możliwe, by w teatrze zarządzanym przez przykładnego „lewicowca” wystawiano (nieautoryzowaną) biografię ojca „pięknych chłopców prawicy”? Na dodatek w reżyserii byłego anarchisty, znanego przede wszystkim jako lider legendarnej grupy Komuna Otwock – obecnie Komuny// Warszawa. Szczególny charakter tej sytuacji potęgował fakt, że Myśli Nowoczesnego Polaka to debiut Laszuka w teatrze repertuarowym.

 

Pierwsza myśl
Ostatnimi czasy połączenie czerwieni i bieli wywołuje we mnie uczucie lęku. Na widok osób ubranych w koszulki z orłem wolę przejść na drugą stronę ulicy lub poczekać na następny tramwaj. Z tego też powodu wchodząc do Malarni w Teatrze Polskim, wzdrygnąłem się widząc biało-czerwoną zasłonę oddzielającą scenę od widowni. Z głośników wydobywa się głos samego reżysera, który stawia tytułowe pytanie – o czym myśli współczesny Polak? I chociaż na pewno nie myśli o Romanie Dmowskim, to – jak próbuje wykazać spektakl – jego idee są (niestety) wciąż żywe w podświadomości ultrakonserwatystów. Głos z offu przywołuje na samym początku spektaklu wizję pomnika Romana Dmowskiego, który w niejasnych okolicznościach rozpada się na kawałki od wewnątrz. Czyżbyśmy mieli do czynienia z samobójstwem? Wtem opada kurtyna i w białej przestrzeni rozpoczyna się „czarny musical” na czterech aktorów przy akompaniamencie gitar basowych, trąbek oraz saksofonu. Reżyser przechwytuje rozrywkową funkcję musicalu, by poprowadzić ją w stronę politycznego kuriozum. Zarówno muzyka, jak i pozostałe elementy spektaklu dalekie są od efektowności. Lekkość muzyczna została zastąpiona hałaśliwymi dźwiękami, a zamiast barwnych kostiumów mamy do czynienia z prostymi czarno-białymi ubraniami.

 

Myśl o pomniku Dmowskiego zostaje podjęta przez tajną organizację, mającą na celu zniszczenie tego artefaktu za pomocą siły duchowej. Aktorzy stojący przy czterech mikrofonach nie odgrywają żadnych postaci, a raczej relacjonują oraz odtwarzają wydarzenia. Tak, jakby sami nie chcieli należeć do prezentowanego przez siebie świata. Wolą posługiwać się zwrotem „ona mówi”, „on mówi”, aby żaden z widzów nie mógł nawet na chwilę utożsamić aktora z postacią dramatyczną. Warto dodać, że grający w tym projekcie Jakub Papuga, Monika Roszko oraz Paweł Siwiak na co dzień nie są związani z teatrem alternatywnym, ale tym repertuarowym. Tym samym praca przy tego typu projekcie mogła być dla nich nowym doświadczeniem. Wyjątkiem jest Anna Wojnarowska, która współpracowała z Laszukiem już wcześniej.

 

Dalsza część spektaklu/punkowego koncertu poświęcona zostaje Dmowskiemu i polega na przywoływaniu wybranych przez reżysera i dramaturżkę scen z jego życia. Twórcy w swojej krytyce myśli Dmowskiego nie zostawiają na nim przysłowiowej suchej nitki. Bawią się w psychoanalityków, próbując odnaleźć wpływ doświadczeń z dzieciństwa na późniejsze poglądy słynnego endeka. Jest to oczywiście zabawa otwarcie szydercza. Aktorzy komentują fakt, że Dmowski był bity przez ojca, poprzez groteskowe powtarzanie z dyktafonu frazy: „Roman dostał w dupę!”. Sami zaś z radością krążą wokół mikrofonów, jakby nakryli polityka na wstydliwej sytuacji. Zaraz po tym przywołują postać nieczułej matki, która wolałaby, aby jeden z jej synów umarł niż miał amputowaną nogę (wbrew pozorom, nie jest to fantazja twórców spektaklu, ale odniesienie do konkretnej sytuacji z życia Dmowskich). Czy tak prezentujący się dom rodzinny miał wpływ na ukształtowanie się skrajnie nacjonalistycznych i antysemickich poglądów przedstawianego polityka? Mamy w tym przypadku raczej do czynienia z zabawą w freudystów niż z rzeczywistym poszukiwaniem uwarunkowań.

 

Myśl druga
Laszuk wobec Dmowskiego pozostaje bezwzględny i rozprawia się z nim wręcz osobiście. Z offu płynie wyliczanka prostych, żeby nie powiedzieć płytkich, epitetów pod adresem tego polityka: głupi, nieszczęśliwy, nudny. Reżyser bardzo chętnie wysyła w późniejszych scenach spektaklu „bohatera” do piekła rodem z South Park. Wyświetlana na scenie twarz Dmowskiego z gadającą szczęką jest otoczona zewsząd ogniem i prowadzi z reżyserem dialog na temat przyczyn swojego potępienia. Innym razem mamy do czynienia z projekcją obrazu przedstawiającego Maryję z Dzieciątkiem Jezus. Podczas gdy głos z offu prezentuje widzom zawiłości związane z interpretacją obrazu, na projekcji w miejscu twarzy Jezusa pojawia się twarz Dmowskiego.

 

Moglibyśmy się jednak zastanowić nad sensem tego typu prześmiewczych zabiegów. Twórcy z całą pewnością czynią te gesty nie tylko w imię sprzeciwu wobec poglądów Dmowskiego i jemu podobnych, ale przede wszystkim orzekają, że z takimi osobami nie ma sensu podejmować jakiegokolwiek dialogu. Trzeba się ich po prostu definitywnie wystrzegać. Kwestią wartą przeanalizowania są przywołane już wcześniej inwektywy pod adresem Dmowskiego. W tych nie najwyższych lotów przezwiskach upatrywać możemy odniesień do poziomu współczesnej debaty publicznej w Polsce. Niestety, sam reżyser również stosuje oparty na frazesach język nienawiści i nie próbuje nawet podjąć refleksji, chociażby nad mechanizmami władzy (również na poziomie języka).

 

Spektakl zostaje dopełniony wizualizacjami, a także niemym filmem autorstwa Magdy Mosiewicz, która ekranizuje powieść Dmowskiego Dziedzictwo o Zbigniewie Twardowskim (oczywiście — Polaku) walczącym ze złą masonerią i żydowskimi spiskowcami. Powieść, jak oceniają sami twórcy, tak nudną, że dającą się obejrzeć tylko w slapstickowej konwencji. Czarno-biały film zostaje wyświetlany w czasie spektaklu w „odcinkach”, stając się przerywnikiem dla akcji scenicznej. Jego zawrotnie szybka narracja, w połączeniu z elektroniczną muzyką w tle, utrudniała mi jednak chwilami odbiór fabuły. Pozostała część warstwy wizualnej autorstwa Adriana Cognaca z całą pewnością jest konsekwentnie i płynnie włączana w przestrzeń spektaklu. Projekcje wideo wraz z reżyserią światła tworzą tym samym ciekawą scenografię, która w sposób udany koresponduje z pozostałymi elementami tego przedsięwzięcia. Poza wymienionymi już wcześniej wizualizacjami – pojawia się, między innymi, cybernetyczna klatka, która upada wraz z pomnikiem Dmowskiego. Dodatkowo na jednej ze ścian wyświetlane zostają fragmenty biografii autora Myśli Nowoczesnego Polaka, dzięki czemu odbiorca otrzymuje dodatkowe źródło wiadomości o tej postaci.

 

Myśl trzecia

Najważniejsza w tym spektaklu jest warstwa muzyczna, inspirowana gatunkiem muzyki industrialnej i elektronicznej. To ona wyznacza szybkie tempo rozgrywanych kolejno scen, pomaga aktorom przedstawić świat przepełniony chaosem. Hałaśliwe dźwięki instrumentów wypełniają zewsząd kameralną Malarnię. W tej muzyce tkwi największa siła widowiska. Wraz z oświetleniem oddziałuje ona na widzów równie mocno, jak punkrockowy koncert. Wszystkim scenom towarzyszy ponadto ruch – niezwykle istotny w dotychczasowej działalności teatralnej Laszuka. Weronika Pelczyńska wraz Aleksandrą Osowicz tworzą choreografię na postawie zrytmizowanych i powtarzanych działań. Poprzez te gesty aktorzy w jednej scenie odtwarzają wybuch euforii po wygranym meczu, a w drugiej naśmiewają się z poglądów przywoływanego polityka. Zdecydowanie najpoważniejszym grzechem Dmowskiego, według twórców spektaklu, okazuje się jego „zdrada myślenia”, a co za tym idzie, odrzucenie idei oświeceniowych. W roli oponenta przywołana zostaje Hannah Arendt (podobnie jak w poprzednim przypadku, nie mamy tutaj do czynienia z odgrywaniem roli, ile raczej z próbą przywoływania przez wszystkich aktorów poglądów tej postaci). Filozofka, która była przecież także świadkiem wdrażania idei nie tak znowu odległych od koncepcji Dmowskiego. Hannah Arendt, analizując proces norymberski w książce Eichmann w Jerozolimie, tworzy kategorię „banalności zła”. Według niej, zło nie jest jakąś specjalną i demoniczną predyspozycją tkwiącą w człowieku, ale może ujawnić się nawet w zwykłym urzędniku dobrze wykonującym swoją pracę. To najczęściej przynależność do określonej grupy oraz identyfikacja z jej wartościami zwalnia wewnętrznie człowieka z myślenia krytycznego. Stąd już tylko krok do bezrefleksyjnego powtarzania sloganów, a ostatecznie – wypełniania rozkazów dowódców. Tutaj też twórcy zauważają niebezpieczne podobieństwo pomiędzy hasłami wygłaszanymi przez współczesną prawicę, a tymi z tekstu Myśli nowoczesnego Polaka. Ustawiczne poszukiwanie prawdy, węszenie spisków, tropienie wrogów – rzeczywistości sceniczna i życiowa zaczynają się w tym miejscu niepokojąco mieszać. Twórcy starają się ujawnić hipokryzję człowieka pełniącego funkcję idola wielu dzisiejszych ugrupowań. Nie ma tu miejsca na rozrywkę czy wytchnienie. Zewsząd atakuje nas dźwięk, obraz, słowo, a my musimy wciąż pozostawać czujni.
Finałowa scena, w formie piosenki śpiewanej przez aktorów, kończy się proklamowaniem idei nowego oświecenia. Twórcy, nie chcąc już dłużej funkcjonować w rzeczywistości owładniętej głupotą, pragną przywrócić rozumowi nadrzędną rolę. Wygląda więc na to, że racjonalizm miałby uchronić nas zarówno przed Dmowskim, jak i powołującymi się na niego organizacjami politycznymi. Sama teza nie jest niczym nowym. Wydaje się jednak, że w spektaklu Laszuka zwrot ten jest rzucony zupełnie bezmyślnie, z pominięciem jakichkolwiek filozoficznych konotacji. Oświecenie, idea uformowana w XVIII wieku, niejednokrotnie – również przez Arendt – uznawana była za jedną z niebezpośrednich przyczyn Holokaustu. Moglibyśmy się także zastanowić, w jakim stopniu ten spektakl otwiera możliwość dyskusji pomiędzy dzisiejszymi dwoma obozami politycznymi? W przypadku Myśli Nowoczesnego Polaka trudno liczyć na szansę dialogu. Stawiane przez reżysera tezy są jednoznaczne, zamknięte na dyskusję. Choć przedsięwzięcie anonsowane było jako esej filozoficzny, to niestety, na próżno w nim szukać pogłębionej refleksji. Być może za dużo w tym wszystkim ironii, a za mało pytań prowokujących do myślenia? Z całą pewnością strategia spektaklu, polegająca na ośmieszeniu głupoty przez wydobycie nieznanych faktów z życia Dmowskiego, jest interesująca. Tym bardziej że wszyscy staliśmy się niejako zakładnikami politycznej „dobrej zmiany”. Obawiam się jednak, że widzowie nieznający kontekstów historycznych i ideowych dowiedzą się ze spektaklu tylko tyle, że Dmowski był głupi i nie stać go było na usługi francuskich prostytutek...

p i k s e l